Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSB. Pokaż wszystkie posty

nature or nurture?

Dawno tu nie pisałam, co samo w sobie jest całkiem inną historią (o czym może powstanie kiedyś wpis), ale nieważne.

Na fali modnej ostatnimi czasu fascynacji kryptozoologią (bo czymże innym, jeśli nie kryptozoologią stosowaną są łowy na Potwora Żędę?) postanowiłam popełnić wpis o napięciu między naturą (czyli tym, co mama w genach dała, że zacytuję klasyka) a wychowaniem (czyli wpływem otoczenia, całą tą otoczką kulturową).

Inspiracją do wpisu jest ten oto rytmiczny kawałek grupy pod wezwaniem Bloodhound Gang, o wiele mówiącym tytule "Bad Touch":



Takie niby sobie rytmiczne umpa-umpa, a jednak warte uwagi. Już wyjaśniam.

Jak widać na ruchomym obrazku, wykonujący utwór panowie przebrani się w stroje małp i grasują po Paryżu, po małpiemu dokazując. A to upolują sobie kobietę, a to zwabią do klatki kucharzy, a to wykonają jakieś podejrzane gesty w okolicy krocza - ogólnie - ruja i, że użyję staropolszczyzny, poróbstwo. Trudno w tym miejscu nie przypomnieć sobie o wspomnianej już tu publikacji prof. Szlendaka, tym bardziej że pan frontman śpiewa:

You and me baby ain't nothin' but mammals

jak również

the act of mating

...kopulacja - o fe, jak u zwierząt. Refren (że kochanie, ty i ja to tylko ssaki) powtarza się często i jest melodyjny, wpada w ucho, a my w pewną pułapkę. Serio, to jest o naszej wewnętrznej małpie? Ten teledysk pokazujący takie klisze kulturowe, jak para gejów w koszulkach w paski, z obowiązkowym beretem, bo Paryż? szczupłe-na-czarno-ubrane paryżanki? ten tekst napchany odniesieniami kulturowymi? Pan śpiewa, że chciałby to robić na pieska (co zresztą ocenzurowano, a efekt jest taki, jakby pan na słowie "doggy" się zatchnął) - bardzo naturalne, super małpie - ale dlatego właśnie tak, żeby sobie podczas seksu nie przeszkadzać w oglądaniu X Files. 

Ha-Ha! Well now, we call this the act of mating
But there are several other very important differences
Between human beings and animals that you should know about

Może i jesteśmy ssakami, może nawet niczym więcej niż ssaki, ale żyjemy tak, jak widzimy w telewizji, i otaczamy się uprzyjemniającymi nam życie przedmiotami, przy okazji nadając im rozmaite znaczenia.

A teraz będzie urocza paryżanka w koszulce w paski, a potem będą Pet Shop Boys (w Paryżu).

(fotka z Amazonu)



"In the Night" trafia tu wiadomo dlaczego - "Bad Touch" jest tym kawałkiem mocno zainspirowany. Muzyka miejscami prawie taka sama (prawie, jak wiemy, robi różnicę, ale zawsze to coś - naśladownictwo jako najwyższa forma pochlebstwa). Oba kawałki traktują zresztą o Paryżu. 

That Zazou he don't care
Dark glasses, long hair
Takes his time, sneers at men
Some ugly people want revenge

Kawałek Pet Shop Boys traktuje o tym, jak się walczy z okupantem, a może raczej nie walczy, tylko ma wszystkiego serdecznie dosyć, tyle, że tak się nie da, bo od rzeczywistości nie ma ucieczki. Tytułowy zazou to przedstawiciel (lub przedstawicielka) francuskiej kontrkultury z czasów II wojny. 

(taka okładka)

Nie ma jak uciec. Można zagłuszać niepokój jazzem, ale i tak znajdą się jacyś paskudni ludzie, którym potrzebny jest odwet. Którzy zapukają do twoich drzwi nad ranem.

(taka grafika)


That Zazou he sleeps all day
then down to Select or Le Colisée
Sips his drinks, orders more
says what he thinks and it's a crazy war
Zazou, what you gonna do?
A knock on the door in the night

Zazou narażali się zarówno francuskiemu ruchowi oporu (bo się od niego dystansowali, a zamiast walczyć, sączyli drinki), jak i wesoło stacjonującym we Francji hitlerowcom (poniżej obrazek ilustrujący trudy wojenne hitlerowców w Paryżu).

(to z wpisu Jazz and the Nazis in Paris 1940-1944, warto poczytać)

O tym, jak bardzo mieli przechlapane i jak egzotyczna  z naszego polskiego, bohatersko-powstańczo-partyzanckiego punktu widzenia była to subkultura, można poczytać np. tu albo tu

And when the soldiers strut
all he cares about is love
And when the flags are out
all he cares about is love
Well there's a thin line
between love and crime
and in this situation
a thin line between love and crime
and collaboration
in the night...

Tym sposobem wyszliśmy od piosenki o dupie Maryni, pardon my - nomen omen - French, ale z jakimś niespodziewanym podtekstem (ile w nas małpy i czy to dużo za dużo czy tak akurat?), a doszliśmy do raczej przygnębiających zaszłości, które można, a jak najbardziej, metaforycznie odnieść do... zawsze. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma dosyć zabaw dużych chłopców i dziewczynek, choć gdy wywieszono flagi, a żołnierze kroczą ulicami nie da od nich uciec. W sumie wychodzi na to samo. Nasza wewnętrzna małpa każe nam tłuc kijami małpy nie tak podobne do nas. Małpy z innego lasu. Małpy pechowe, bo trafiły na nasz zły dzień. Nasza kultura każe nam to potem racjonalizować. Wypisywać bzdury na klamrach wojskowych pasów. Wywieszać sztandary.

No to na koniec jeszcze -



impreza z okazji środy

Bardzo krótko, ale za to z okazji środy. Podobno urządzanie imprez z okazji środy (czy wtorku - w oryginale chyba mówi się, że wtorku?) świadczy o pewnej patologii. Imprezy powinny być tematyczne, a bo to z okazji urodzin, a to już imienin czy powiedzmy jakiegoś jubileuszu. Można też imprezować z okazji świąt czy rocznic, ale żeby z okazji środy? Patologiczne. No i świetnie się składa, bo dzisiaj właśnie o patologiach.

Jako, że wpis z gatunku "znajdź różnicę", zacznijmy od utworu z roku 1986. Wikipedia podaje, że inspirowanego filmem Suburbia.


Wideo do tej piosenki reżyserował Eric Watson, nagrywane było na przedmieściach Los Angeles, ale umówmy się, mogło było być nagrane wszędzie, gdzie są skupiska znudzonych, mniej lub bardziej sfrustrowanych, cierpiących na nadmiar czasu i rozmaite niedobory oraz/albo deficyty ludzi.  

Historia jest tu prosta i powszechnie znana, młodzi ludzie, za starzy na zabawki, jak mówi matka zajęta robieniem sobie fryzury, znajdują sobie stosowniejsze rozrywki: można przecież rozbić szybę w wystawie sklepu tuż pod ratuszem, zabazgrać rozkład jazdy na przystanku autobusowym, no i tak ogólnie w grupie chłopaków poszwendać się i polatać z piesuńciami (preferowane pitbulle, amstaffy, ewentualnie rottweilery).

Fajny jest ten fragment z nagłówkami z pierwszych stron gazet (tabloidów zapewne):

It's on the front page of the papers:
THIS IS THE HOUR OF NEED
WHERE'S A POLICEMAN WHEN YOU NEED ONE
TO BLAME THE COLOUR TV

Od razu rzuca się w oczy, jaki ten tekst stary: "To Blame the Colour TV!" - dzisiaj pewnie byłoby o grach komputerowych.

No dobra, a teraz utwór numer dwa, czyli coś, co wyszło w roku 1989, czyli chronologicznie jak najbardziej po wyżej zaprezentowanej Suburbii.

Nie mam powodów pozatekstowych, aby twierdzić, że utwór numer dwa jest spolszczeniem utworu numer jeden. 

Ale jak dla mnie - to jest. 

Gdybym miałam polecić komuś spolszczenie tekstu Neila Tennanta, nie odsyłałabym do takiego np. Tekstowa (kocham przejawy participatory culture, ale aktualnie tam umieszczony przekład jest bardzo... hmm, no bo np. takie zdanie: "Gdzie jest policjant kiedy potrzebujesz jednego / żeby obwinić kolorową telewizję?"), tylko właśnie - do piosenki Sztywne Pala Azji. 

Nie jest to jakiś zarzut, nie nie nie. Odwrotnie. 

Pozatekstowo to nie wiem, ale jak tak słucham czy czytam, to uważam, że tak i bardzo mi się takie potraktowanie pierwszego utworu podoba. 

No i podoba mi się ta zasadnicza różnica - w piosence Sztywnego Pala Azji nasz lyrical I samotnie wędruje po przedmieściach, jest obserwatorem, ale (na szczęście) nie bezpośrednim uczestnikiem; blisko, ale jednak poza. Taki outsider.  Nie do końca outsider, bo spaceruje, czyli dzielnicę zna i potrafi w niej przetrwać, ale mimo wszystko - poza. Natomiast w piosence Pet Shop Boys mamy prawie że kamerę CCTV wsadzoną do sypialni, ale outsiderów brakuje, nawet sny nie wykroczą w tym świecie poza specyficzną normę...



recycling

Temat na dziś, czyli "recycling", można odebrać pejoratywnie - śmieci przerabiane na coś, co się wciska klientowi jako świeżynkę, a śmieci wiadomo, albo to już od nowości byle jakie, albo przez jakiś krótki okres ważności pachnące i akceptowalne, ale potem już zużyte i wyświechtane, albo i co gorsza, zaśmierdłe. Można także pójść w ekologię, przyrodę, równowagę w naturze i do recyklingu ustosunkować się pozytywnie, tylko brać i podziwiać te sukienki haute couture wydziergane z jednorazowych woreczków czy mozaiki układane z klawiszy wyszarpanych ze starych klawiatur. Co kto woli.


Na początek film z 1927, Fritz Lang, ekspresjonizm niemiecki, fantastyka naukowa, pierwszy ekranowy robot/android, w dodatku (w sumie - jakże by inaczej?) kobieta. 


Tak mniej więcej po środku, Madonna i jej ''Express Yourself":


...oraz the Pet Shop Boys, czyli dwaj obywatele, którym się czasem coś w naszej rzeczywistości nie podoba, coś tam ich uwiera.

Tennantowi i Lowe zdarza się od czasu do czasu trzepnąć solidnie upolitycznionym tekstem, co osobiście znajduję bardzo pouczającym i wartym doceniania. Panowie robią to na swój sposób - z typowo angielską flegmą i nieco spaczonym poczuciem humoru. Oczekiwałby naiwny odbiorca miłej, nieinwazyjnej muzyki do tańca albo np. prac domowych, ewentualnie zakupów, a tu - jakiś zgrzyt, pęknięcie, coś jakby fanga w nos znienacka, no hiszpańska inkwizycja po prostu wpada z wizytą. A tej, jak wiadomo, nikt się spodziewał. 

Bo czy wypada o polityce śpiewać pod muzykę do tańca? Czyż prawa do buntu nie mają jedynie moszujący, żylaści i sękaci w skórzanych opiętych portkach, albo wypsychodelizowani progresywni, o ciężkim spojrzeniu spod rogowych oprawek...? Muzyka do tańca! do tańca, na klawiaturach robiona!!! wesoła, rytmiczna i skoczna, bum bum bum łup - i do tego krytyka społeczna? jakieś tam sprzeciwy i obiekcje...? Jak to tak...?

Ano, ano, bywa, choć wiem, że nie do każdego trafia. Cytując tekst Tennanta: 

She's made you some kind of laughing stock
Because you dance to disco, and you don't like rock

Niektórzy po prostu nie przełkną tego oksymoronu. Muzyka pop + poezja zaangażowana. Jestem w stanie zrozumieć, że to może być według niektórych podobne do perfum Womanity Thierry Muglera (zapach słodkich kwiatów ze słoną nutką kawioru). Inni z kolei - doceniają (szczerze polecam opracowanie Eryka Ostrowskiego, Neil Tennant - POEZJA WOBEC AIDS - TO NIE STANIE SIĘ TUTAJ; Ostrowski idzie w rejony nieco inne, niż poletko, na które mam jeszcze zamiar tu zaglądać, ale robi to doprawdy świetnie).

No ale wracając do tematu. Takie koncertowe nagranie kawałka, oryginalnie stworzonego dla pewnego wdzięcznego blond dziewczęcia imieniem Patsy Kensit:


Tekst niby prosty, ale ja bym tu powiedziała - epigramatyczny. I ten marszowy, równy krok. Nie wiem jak wam, ale mnie się tu uruchamia cała kaskada skojarzeń, przede wszystkim takich ze słowem junta w tle. 

...co wszystko biorąc pod uwagę, żadną niespodzianką nie będzie ostatnie na dziś wideo: